Tag Archive | niewolnictwo

A może przywróćmy niewolnictwo? Czyli o tym dlaczego nie lubimy zmian. #1

Kiedy na facebooku zobaczyłam wpis kolejnej osoby tak ogromnie niezadowolonej z nowego interfejsu, narzekającej jaki to on „beznadziejny” i „dużo gorszy” uświadomiłam sobie, że niechęć przed zmianą dotyczy w zasadzie każdego aspektu naszego życia.

źródło The Sun

źródło The Sun

Oczywiście coś takiego jak poprawki w social mediach to pikuś, któremu nie warto poświęcać zbyt wiele uwagi, bo jak wiadomo po tygodniu marudzenia wszyscy dawno zapomną jak to było kiedyś i temat umrze śmiercią naturalną.
W przypadku znaczących, społecznych zmian takie procesy adaptacji trwają latami. Starsze pokolenia mogą wciąż narzekać, ale dla młodych obecne status quo wydaje się oczywiste. Puszą (albo puszyMy, w końcu do tych młodych sama się zaliczam) się natomiast, gdy na horyzoncie pojawiają się kolejne modyfikacje norm społecznych.

Ale do rzeczy. O co tak naprawdę mi chodzi? Otóż tak, o ten nieszczęsny dżender i ogólną kwestię równouprawnienia.

Faktu, że większość ludzi którzy na temat gender się wypowiada nie mając pojęcia, co to w ogóle jest nie będę w tym wpisie komentować. Tego, że politycy z Beatą Kempą na czele albo a) są idiotami i przynoszą Polsce wstyd wypowiadając się bez logiki i pojęcia, albo b) perfidnie i celowo manipulują opinią publiczną, która wierzy w każde, nawet najbardziej bezsensowne i niedorzeczne stwierdzenia też nie mam siły ani ochoty analizować.

gender

autorka: Marta Frej

Chciałabym skupić się raczej szeroko pojętej tolerancji i równości.
Na tym jak często z ust wielu przeciwników takich rzeczy jak legalizacja małżeństw homoseksualnych, równouprawnienia kobiet i mężczyzn, czy negujących istnienie płci kulturowej pada zdanie: „to jest wbrew naturze”, albo co gorsza „zawsze tak było”.
Bo przecież Od setek lat wiadomo, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a o naszej płci oraz roli społecznej decydują genitalia.
Kobieta jest oczywiście z natury łagodniejsza, spokojniejsza i mniej przebojowa. Kobieta ma dużo większą zdolność opanowania działania pralki czy piekarnika (natomiast mężczyzna rodzi się z umiejętnością ich naprawienia) czy opieki nad dziećmi (mężczyźni natomiast to oczywisty wybór w kwestii rodzicielskiego autorytetu).`I tak dalej , i tak dalej…

Bardzo wiele osób zakłada, że role społeczne to coś dziedziczonego w genach, a nie poprzez kulturową edukację środowiska.

Za każdym razem kiedy spotykam się z takimi wypowiedziami (‚zawsze tak było’, „tak po prostu jest”, „zmiana zburzy porządek społeczny”) przywołuję dwa, kluczowe moim zdaniem przykłady.

Pierwszy to niewolnictwo i segregacja rasowa. Ostatnio temat ten zdaje się być wyraźnie na fali, czego dowodem jest sporo filmów podejmujących tę tematykę – Lincoln, Django, Kamerdyner, Służące, czy nagrodzony Oscarem Zniewolony (tutaj zresztą odsyłam do artykułu, który sugeruje inną niż artystyczna motywację Akademii).

Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu przekonanie, że kolorowi stanowią gorszą kategorię człowieka było na porządku dziennym. Podobno etymologia terminu „Negro” to Knee-grow czyli rosnącego na kolanach, stworzonego by służyć. Później, gdy niewolnictwo zostało oficjalnie zniesione wciąż utrzymywały się podziały wywodzące się z przekonania, że kolor skóry determinuje takie cechy jak inteligencja, uczciwość czy maniery. Czarnoskórzy nie mogli chodzić do tych samych szkół, restauracji czy kin co biali. Nie było mowy o objęciu przez nich wysokiego stanowiska.
Jestem przekonana, że nie tylko ja kiwałam głową z niedowierzaniem podczas sceny w filmie Służące, kiedy Pani domu nie pozwoliła swojej czarnoskórej służącej skorzystać z domowej toalety, mimo że na dworze, gdzie znajdowała się toaleta dla czarnych była straszliwa wichura. Albo podczas scen biczowania niewolników w Django czy Zniewolonym. Wydaje mi się to absurdalnie niedorzeczne i nigdy nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie – na jakiej podstawie stworzono te podziały i ogromnie się cieszę, że to już dawno za nami. Dziś kolorowi dostają Oscary i zostają prezydentem USA. I cały świat bije na tę wiadomość owacje na stojąco. Teraz wszyscy są tak bardzo dumni. A ich przodkom (zgoda, niektórym współczesnym też) wydałoby się to niewyobrażalne i sprzeczne z naturą. Bo przecież ZAWSZE tak było. Czarni ZAWSZE byli gorsi.


Drugi przykład to prawa kobiet
. Prawa do głosowania, do pracy zawodowej, a nawet do noszenia spodni.
Kobieta ma być moim szefem? Kobieta ma podejmować decyzje o wyborze głowy państwa? To niemożliwe. Kobiety się do tego nie nadają, kobiety są za słabe/głupie.
No i proszę, nagle po kilkudziesięciu latach okazuje się, że jednak jest to możliwe, a świat się przy tym nie zawalił, Ziemia nadal się kręci.


Nie twierdzę absolutnie, że praca została wykonana. Wciąż potrzebnych jest wiele zmian i reform. Ale wyraźnie widać tu wzór. Historia i kultura są linearne. Są rozwojem, a nie tkwieniem w tym samym punkcie przez wieki. Myślę, że nawet ci, którzy dziś uważają, że kobiety nie nadają się na szefów, nie mają już nic przeciwko temu aby głosowały w wyborach. Bo są o krok do przodu przed swoimi przodkami. Dlaczego więc nie chcą się uczyć na ich doświadczeniach i zaakceptować zmiany, które i tak są nieuchronne, a ich przyspieszenie naprawdę ułatwiłoby wszystkim życie. Także im. Dlaczego tak usilnie próbuje się utrzymać status quo?

Małżeństwa homoseksualne są moim zdaniem analogicznym przykładem. To, że instytucja małżeństwa zawsze zakładała związek przeciwnych płci, nie znaczy że zmiana jest niemożliwa. Argument, że geje czy lesbijki nie mogą podtrzymywać tradycyjnego obowiązku par jakim jest prokreacja jest absurdalny. Świat i tak jest przeludniony, a fakt, że osoby tej samej płci mogłyby legalnie się pobierać nie sprawi, że nagle populacja homo się potroi i zneutralizuje heteryków.

Przestańmy wreszcie bać się zmian. Wyjdźmy poza strefę komfortu, bo tylko dzięki temu będziemy mogli się rozwijać i osiągać kolejne cele. Zaakceptujmy to, że jutro będzie inne niż wczoraj i dziś. Bo nie ma na świecie nic pewniejszego od ZMIANY.